Większość z nas już powoli szykuje się do witania Nowego Roku, a wraz z nim nieuchronnie zbliżają się postanowienia noworoczne. Tradycja bardzo dobra, choć z jej wykonaniem zwykle bywa gorzej… Jak to się dzieje, że mimo najlepszych chęci, zwykle nie udaje nam się spełnić tych postanowień?

Zastanawiałyście się kiedyś, co się dzieje, że mimo szczerych chęci i długiej listy „ulepszeń”, często okazuje się, że niewiele z nich wypaliło? Zwykle problem tkwi już u podstaw – w źle wybranym lub niedoprecyzowanym postanowieniu.

Dobre postanowienie, to realne postanowienie

Nie da się ukryć, że większość noworocznych postanowień jest ambitna. I bardzo dobrze! Ale haczyk tkwi jak zawsze w szczegółach. Podchodząc do planów na Nowy Rok, powinniśmy mierzyć siły na zamiary. Jeśli uwielbiamy jeść na mieście, próbować nowych smaków lub po prostu jesteśmy łasuchami, plan na restrykcyjną dietę ma niewielkie szanse powodzenia. Po prostu jest to zbyt duży skok wobec naszych codziennych przyzwyczajeń. Tak samo jeśli ostatni raz uprawialiśmy sport na WF-ie w szkole, to nasze ambitne postanowienie codziennego ćwiczenia, prawdopodobnie spali na panewce. Jeśli nie zmobilizowaliśmy się do małych aktywności do tej pory, jak co miałoby nas zmotywować do podjęcia większego wyzwania właśnie teraz?

Prokrastynacja, czyli mam jeszcze czas na wszystko

Długoterminowe zobowiązanie również nam nie służy. Mając w perspektywie 365 dni na realizację postanowienia, dość łatwo popadamy w tzw. prokrastynację – czyli odkładanie czegoś na później. Badania pokazują, że bardzo wiele osób – nawet tych, które same siebie określają jako leniwe – twierdzi, że postawione w obliczu bardzo krótkiego i nieprzekraczalnego terminu, w jakim mają wykonać daną czynność, wykazuje dużo większą mobilizację i w konsekwencji również zdolność do realizacji celu. Czy nie zdarzyło wam się mieć dnia, kiedy trzeba było pojechać do trzech urzędów w różnych miejscach miasta, zrobić zakupy, a do tego jeszcze znaleźć czas na przygotowanie kolacji dla znajomych, którzy mieli wpaść wieczorem? Taki natłok zadań może wydawać się nierealny do zrealizowania, ale zwykle okazuje się, że zmuszeni do planowania niemal co do minuty, wychodzimy z tego cało, a nawet mamy poczucie satysfakcji i dumy.

Co więc robić? Jak postanawiać, żeby nie żałować?

Przede wszystkim, wyznaczajmy sobie cele, które już na samym etapie pomysłu wydają nam się realne. A także takie, które operują konkretnymi czynnościami, nie zaś ogólnym planem. Jeśli chcemy zadbać o naszą kondycję, naszym postanowieniem nie powinno być „Zacznę uprawiać sport” lub „Kupię karnet na siłownię”, lecz na przykład „Będę codziennie jeździć na rowerze”. Dobrze jest też przyjrzeć się możliwościom, co w kwestii aktywności fizycznych jest szczególnie ważne – jeśli chcemy biegać, to w styczniu skutecznie może odstraszać nas zimno. Dlatego warto poszukać takiego sportu, który zimą będzie sprawiał przyjemność, a wiosną poszukać nowego, który go zastąpi. Ta przyjemność jest również bardzo ważna, ponieważ postanowienia noworoczne nie powinny drastycznie ingerować w nasze przyzwyczajenia. Dieta powinna być zbliżona do tego, co zwykle jadamy (nie zaś brutalnie ograniczać nasz jadłospis!), a sport najlepiej wprowadzać pod przykrywką dobrej zabawy ze znajomymi, a nie intensywnego wysiłku. Kilka świetnych pomysłów na zimowe aktywności fizyczne nawet dla leniwych znajdziecie tutaj.

A co jeśli mimo wszystko nie dotrzymamy słowa?

Świat się nie zawali! Nie ma sensu popadać w wyrzuty sumienia, za to warto dobrze przyjrzeć się temu, co się stało i dlaczego nie udało nam się zrealizować postanowień. Może były zbyt drastyczne? Czy coś nam przeszkodziło? A może po prostu nigdy nam na nich tak naprawdę nie zależało? Od takich przemyśleń zacznijmy, planując postanowienia na Nowy Rok 2016 – będzie nam łatwiej. Trzymamy kciuki!