Fot.: zasmakujwzyciu.pl

Czy wiesz czym jest marketing smaku? To dziedzina, która zajmuje się promowaniem jedzenia. Z jednej strony nie dziwi – cały rynek podlega jakimś prawom marketingu i … w sumie da się z tym żyć. Z drugiej strony, dla osób takich jak ja z tzw. tendencją do tycia ten marketing smaku to potężne wyzwanie. Bo jak powiedzieć „nie” zapowiedzi przyjemności, zawartej na etykiecie? Albo czym zastąpić przyjemność jedzenia lodów, gdy jest upał, a Ty jesteś na diecie?

Warto wiedzieć, że za tymi wszystkimi naszymi, ludzkimi ochotami stoją wielkie budżety i dobrze opłacani szefowie marketingu. Niby nie dziwią informacje o tym, że każdy nasz ruch w sklepie jest uważnie analizowany, ale… warto wiedzieć, że gdy Ty wyciągasz portfel, żeby sprawić sobie przyjemność, gdzieś tam, w czyjejś głowie rozpala się do czerwoności pragnienie jachtu i własnej wyspy na oceanie.

A wiec, co zrobić, by móc ochronić swój portfel i swoja sylwetkę przed zakusami śmiałych dyrektorów marketingu?

  1. Pamiętaj, twój mózg jest prostą maszyną i z łatwością zaprowadzi Cię w te miejsca w sklepie, w których kupisz produkty spoza swojej listy zakupowej. Wystarczy, że będziesz zmęczona, zła, chora, przeładowana informacjami
  2. Zapomnij o zakupach na zapas – to jeden z tych zwyczajów, który utrudnia zmiany stylu życia, bo zawsze będziesz mieć coś „na czarną godzinę”; jeszcze nigdy w dziejach ludzkości nie było takiej obfitości jedzenia, więc schemat „na czarną godzinę” możesz wyrzucić do lamusa. Nie potrzebujesz dwóch produktów w cenie jednego. A już na pewno nigdy, gdy są to słodycze.
  3. W sieci fast food zawsze zamawiaj normalne zestawy. Chyba, że powiększają Ci je o warzywa. UWAGA!! Frytki to warzywa tylko przed usmażeniem. Po usmażeniu to się nie liczy.
  4. Jeśli masz ochotę na przekąskę sięgaj po to, co znajdziesz na bazarze. Oczywiście, że ma chrupać i być kolorowe.
  5. Zmień typową ścieżkę swoich zakupów. Zwykle sklepy obserwują, jak klienci działają i co kolejno wkładają do koszyka. Produkty związane z przyjemnością znajdują się zazwyczaj na początku i na końcu Twoich zakupów. Wiedz o tym, zamknij oczy i zacznij w innym miejscu.
  6. Miej listę tzw. „zakazanych zakupów” – i nigdy, ale to nigdy, nie wchodź w alejkę, w której te produkty kupisz. Dla mnie są to migdały w czekoladzie i jest pewne, że nie wygram negocjacji z samą sobą przed półką, na której się znajdują. Omijam ją więc z daleka.
  7. Wyłącz telewizor. To nic, że teraz nie jesz tego, co widzisz. Badania pokazują, że zjesz potem.
  8. Zapomnij o tym, że hasła prozdrowotne dotyczące jedzenia mają znaczenie. Sieci fast food przeznaczają gigantyczne pieniądze na informowanie o tym, jak zdrowe są ich produkty – producenci naturalnych warzyw i owoców nie dysponują takimi budżetami na promocje, choć to oni mają większe prawo, aby mówić o zdrowym jedzeniu. Niby o tym wiemy, ale uwolnienie głowy od obrazka szczęśliwej i zdrowej krowy, gdy masz ochotę na coś w typie fastfood, nie przychodzi z łatwością.

 

Monika Kurdej
Psychodietetyk, coach, mówca, trenerka oddechu, trenerka kobiecej złości, autorka poradników przeciw objadaniu się pt. „Przygotuj się na pokusy”, „Pokonaj wieczorne ciśnienie na jedzenie”, współautorka książki pt. „W realu i w sieci”, blogerka w: Zasmakujwzyciu.pl. Była otyła. Prowadzi własną praktykę psychodietetyczną, do której zaprasza w szczególności zapracowane i zmęczone kobiety, które chcą dobrze wyglądać i dobrze się czuć.